Drukuj

Moja przygoda z United World Colleges

Kategoria: wymiany uczniów
Opublikowano
ewaz
Odsłony: 3425

Od września 2006 roku uczę się w miejscowym liceum, w małej miejscowości koło Częstochowy, w Kamienicy Polskiej. Mimo bardzo dobrych wyników i licznych sukcesów  w nauce  nie uległam pokusie pójścia do szkoły w mieście. Dlaczego? W sumie to dlatego, że w 60-letniej historii tej szkoły było aż troje absolwentów z mojej rodziny- babcia, dziadek i mama.

Traktuje tę decyzję jako jeden z lepszych wyborów w swoim życiu, lecz  zawsze marzyłam, żeby już w liceum wyjechać i uczyć się za granicą. Owszem istnieją liczne szansy stypendialne, ale to zawsze wiąże się z dość znacznymi kosztami, które pokryć nie każdy jest w stanie.


Jak to zwykle bywa, okazja przychodzi w najmniej spodziewanym momencie, gdy tak naprawdę się jej nie szuka, sama puka do twoich drzwi. Liceum w Kamienicy to szkoła, w której prawie wszyscy znają się od dzieciństwa, panuje rodzinna atmosfera. Może dlatego pan dyrektor pomyślał właśnie o mnie i podsunął myśl, by spróbować zdobyć stypendium z Towarzystwa Szkół Zjednoczonego Świata. Przyznam, że początkowo podeszłam do tego bardzo sceptycznie, bez większych nadziei. Jednak przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, że nic mi nie zaszkodzi, jeśli spróbuję.

Wróciłam do domu i weszłam na stronę Towarzystwa. Zaczęłam czytać, mimo początkowego sceptycyzmu, z coraz większym zaciekawieniem. Prześledziłam całą historię powstania, początkowe problemy, idee i cele jakie przyświecają tej instytucji. Bardzo mi się to wszystko spodobało, od razu przyszło skojarzenie z Nelsonem Mandelą: szkoły bez podziałów,równość, jedność i walka o  lepszy świat poprzez edukację.

Wtedy już wiedziałam na 100%, że spróbuję. Niby czasu było bardzo dużo, ale proporcjonalnie do pracy jaka mnie czekała. Do końca grudnia '06 musiałam przygotować dokumentację działalności szkolnej, artystycznej, sportowej, społecznej. Oprócz tego trzeba było napisać własnoręcznie przygotowany list motywacyjny i CV w języku angielskim. Udało mi się dzięki pomocy mojej anglistki, która chętnie zgodziła się udzielić mi kilku wskazówek. Nie sposób opisać co czułam, gdy otwierałam list z zaproszeniem na II etap kwalifikacji. Na rozmowie kwalifikacyjnej było zupełnie inaczej, niż to sobie wyobrażałam. Komisja rozumiała, że się stresujemy, pomagała sie wyluzować. Poznałam tam również mnóstwo wspaniałych rówieśników, myślę że każde z nas w równej mierze zasługiwało na to stypendium. Jednak ktoś musiał odpaść. Wypadło, że tym razem to jednak nie ja i zostałam  zakwalifikowana do wielkiego finału- III etapu w Warszawie. Kolejna rozmowa, kolejny stres.
Do domu wracałam bez krzty nadziei, wydawało mi się, że kompletnie zawaliłam i nie mam żadnych szans. I co dalej?! Drugiego dnia wieczorem telefon od pani Marzeny Reich, wiceprzewodniczącej TSZŚ - Pojedziesz do BIH, do Mostaru?. Szkoła moich marzeń, którą  wybrałam jako  tą, do której najbardziej chciałabym pojechać.
Myślę, że to był jeden z najszczęśliwszych wieczorów w moim 17-letnim życiu. Radość była tym większa, gdyż będąc kiedyś w tym wspaniałym kraju,na wakacjach u przyjaciół mojej mamy, zdążyłam się przekonać, że mieszkają tam wspaniali ludzie. Oczarowało mnie to, że mimo niedawnej wojny nie zatracili człowieczeństwa, byli życzliwi, otwarci i tolerancyjni.
Przede mną jeszcze bardzo długa droga zanim wyjadę, by przygotowywać się do międzynarodowej matury. Życie rzuca wciąż kłody pod nogi, ale nie poddaje się. Stypendium obejmuje jedynie i aż 75% wszystkich kosztów nauki, wyżywienia i mieszkania w ciągu kolejnych 2 lat pobytu w UWC Mostar. Do końca sierpnia muszę zgromadzić 5 tys. euro. Jak na polskie
warunki i możliwości mojej mamy to wiele. Próbuję na własną rękę zbierać fundusze i nie poddaję się. Myślę, że wszystko będzie OK i od września stanę się uczennicą Szkoły Zjednoczonego Świata w Mostarze. Traktuję nominację jako wielki sukces, zwłaszcza że jestem jedyną w historii stypendystką TSZŚ z regionu częstochowskiego, a  w tym roku również jedyną z całego województwa Śląskiego.
Myślę, że takie stypendium daje wiele możliwości rozwoju własnych umiejętności, osobowości i pozwala zdobyć mnóstwo cennych doświadczeń, dlatego zachęcam tegorocznych uczniów trzecich klas gimnazjum, by spróbowali swoich sił w przyszłym roku, w walce o stypendium UWC. Więcej informacji na ten temat znajduje się na stronie http://www.uwc.org.pl

Joanna Tebin